Drukuj
Kategoria: 2017-18
Odsłony: 340

 

"Pustostan"

Klasa IVTFI brała udział w przedstawieniu Teatru Współczesnego w Szczecinie 13 września 2017 (spektakl odbył się w Nowosolskim Domu Kultury w ramach ogólnopolskiego programu promocji teatru - Teatr Polska 2017). Efektem tego były recenzje. Oto jedna z nich:


Niełatwo jest mi wyrazić opinię po obejrzeniu spektaklu w reżyserii Pawła Paszta pt.: "Pustostan", a jeszcze trudniej jest mi o tym cokolwiek napisać.
Historia ta była bardzo zawiła i wyrażała wiele niejasności. Trudno było ją zrozumieć.
Może dlatego, że pochodzę ze szczęśliwej rodziny, pełnej ciepła, zaufania, szacunku oraz PRAWDZIWYCH uśmiechów. Kiedy ostatni raz widziałam łzy mojej mamy? Nie łzy szczęścia, lecz smutku? Nie pamiętam. Moja mama nie ma powodów do płaczu, a już tym bardziej nie ma powodu by wymuszać płacz. Owszem, jak w każdej rodzinie, zdarzają się i w mojej kłótnie, ale potrafimy też się zwierzać. Jednak nie robimy tego przesłodzonymi głosami, oraz nie udajemy przy tym osób szczęśliwych. Może dlatego zachowania poszczególnych domowników w tej sztuce okazały się dla mnie trudne do zrozumienia.
Akcja spektaklu dzieje się w czasie Wigilii.


Niby jest rodzina, niby pozornie widać praktycznie bez przerwy uśmiechy na twarzach domowników, niby widać radość wynikającą z tego, że wszyscy są ze sobą "tacy zgodni". No właśnie - "niby". Nie trzeba było długo się przyglądać, by zobaczyć, że każdy z tych uśmiechów jest wymuszony, a sam dźwięk "szczęśliwych" oklasków i krzyków: "Jacy my jesteśmy zgodni" jest bardzo dziwny. Szczerze? Już na początku spektaklu stwierdziłam, że Ci ludzie są niespełna rozumu. To jak się zachowywali, rozmawiali między sobą i to jak traktowali Babcię było niedorzeczne. Słodkie słówka kryły w sobie pretensje, zarzuty i złość.
Córka i matka? (Barbara Lewandowska, Maria Dąbrowska)- brak słów. Ojciec i syn? (Robert Gondek, Adam Kuzycz-Berezowski) Podobnie.
Zabrakło szacunku. Nikt się nie szanował, nikt się z nikim nie liczył. Zrobiliby wszystko byleby uciec z tej "szczęśliwej rodziny". Ubóstwiali "Kevina" ("Kevin sam w domu"), uwielbiali go oglądać co Święta i zazdrościli mu, że tak łatwo udało mu się pozbyć swojej rodziny. Babcia (Anna Januszewska) była najbardziej pokrzywdzoną w tej rodzinie. Wszyscy pozostali członkowie byli przeciwko niej. Nie podobało im się, że Babcia nie chciała dołączyć do ich fałszywej zgody i to, że co jakiś czas wołała, że "chce do dziadka!" Wśród domowników na uwagę zasługuje jeszcze Pies (Konrad Beta), który był wiernym, niedocenionym przez innych, członkiem rodziny. Mimo bólu jaki mu zadawano (m.in. kopanie w żebra) kochał ich wszystkich bardzo, bardzo mocno i chciał ich ochronić przed Gościem (Paweł Niczeski), którego właściciele uznawali za Boga.
Gra aktorska była bardzo dobra, aktorzy idealnie odgrywali swoje role, mówili głośno, wyraźnie, nie bali się zaprezentować odważniejszych scen. Jednak, jak już pisałam, większość wątków w tym utworze była dla mnie niezrozumiała. Mimo to gorąco polecam to przedstawienie.

Aleksandra Adamczewska
klasa IV TFI